Dla niektórych osób uczucie stresu skutkuje automatycznym wzrostem apetytu. Działa tu mechanizm podobny do tego, który notuje się u ludzi uzależnionych od alkoholu lub narkotyków. Jedzenie cieszy i dostarcza natychmiastowej gratyfikacji emocjonalnej. Niestety, przyjemność jest krótkotrwała.
Jedzenie może stać się niebezpiecznym hobby, sposobem na zabicie czasu i metodą odstresowania się. Po ciężkim dniu i wobec zmagania się z różnymi problemami, czy to zawodowymi, czy osobistymi, niektórzy zaglądają do lodówki szukając w niej „ukojenia".
Powstaje pytanie, w jaki sposób jedzenie może rozwiązać kłopoty? Odpowiedź jest jedna - nie istnieje takowy. Sięgając po jedzenie w takich sytuacjach dodaje się kolejny stresor, tj. zniszczenie zdrowych nawyków żywieniowych.
Świąteczny czas obfituje w stresujące sytuacje - trzeba kupić odpowiednie prezenty (i o nikim nie zapomnieć), znaleźć czas towarzyskie obowiązki, poradzić sobie z rodzinnymi niesnaskami. Niektórzy czują się przytłoczeni i nie bardzo wiedzą, jak sobie z tym poradzić, wówczas chętniej zerkają do lodówki z nadmierną częstotliwością.
Kiedy odczuwa się stres, sięga się po tzw. comfort food, tj. które zapewnia poczucie bezpieczeństwa, bo kojarzy się z relaksem, jest niedrogie i łatwo dostępne, taką rolę często pełnią chipsy, ciastka i czekolada.
Nie w tym rzecz, by zrezygnować z comfort food, ale w tym, aby kontrolować konsumowane porcje. Należy też zdać sobie sprawę z motywacji szukania spokoju dzięki określonym posiłkom i zwrócić się ku innym metodom uwalniania się od stresu. Wśród tych są: aktywność fizyczna, techniki oddychania, wizualizowanie kojących sytuacji, spotkanie z przyjaciółmi, etc.
Sięganie po jedzenie w celu radzenia sobie ze stresem często ma skutek odwrotny do zamierzonego. Niezależnie od stresora nic się nie zmieni, jeśli odpowiedzią organizmu będzie przejadanie się.